Kilka tygodni temu oficjalnie otworzyłyśmy kolejny sezon spotkań katowickich WiTek. Spotkaliśmy się w Drzwiach Zwanych Koniem przy ulicy Warszawskiej. Żeby lepiej przybliżyć Wam to fantastyczne miejsce, spotkałam się z Bartkiem Sołtysikiem, który opiekował się nami w trakcie organizacji spotkania. O czym rozmawialiśmy? O lokalu, o festiwalu Ars Independent i o Katowicach, które od pięciu lat są przestrzenią wielu, pozytywnych zmian.

Ula Mitas: 26 czerwca odbyło się Wasze uroczyste otwarcie, jesteście więc bardzo młodym lokalem. Jak się kreował pomysł na to miejsce?

Bartek Sołtysik: Drzwi Zwane Koniem to, najprościej mówiąc, klubokawiarnia i restauracja. U podstaw pomysłu było stworzenie miejsca z dobrą sezonową kuchnią i połączenie tego ze sceną wydarzeń kulturalnych, artystycznych, społecznych. Trzecim wątkiem, o którym należy zawsze wspomnieć, mówiąc o Drzwiach, jest fakt, że zatrudniamy osoby wykluczone. W naszym przypadku są to osoby z niepełnosprawnościami intelektualnymi, które pracują w lokalu. Drzwi Zwane Koniem to spółdzielnia socjalna, czyli taki byt z pogranicza organizacji samorządowej i przedsiębiorstwa prywatnego. Nie ma tutaj właściciela. Wszyscy członkowie funkcjonują na równych zasadach, demokratycznie, z horyzontalną strukturą, gdzie elastycznie dzielimy się obowiązkami i dbamy o to, żeby było dobrze.

drzwi

UM: Na jakie wydarzenia stawiacie? Od otwarcia Drzwi odbywało się tu już Kino w ogrodzie, były Tańce pod chmurą, SWAP Party, byłyśmy my

BS: Jesteśmy otwarci na wszelkie dobre pomysły. Przekrój i różnorodność tego, co tutaj się dzieje, jest już widoczny, tak jak wspomniałaś. Otwieramy się zarówno na modę, jak w przypadku SWAPu, jak i na technologię: w Waszym przypadku czy Ars Independent. Otwieramy się na kino i sztuki plastyczne: niedawno mieliśmy wystawę Wojtka Kukuczki. Generalnie chcemy zaprosić każdego, kto chciałby tutaj coś fajnego zrealizować. Mamy w planach też własne, autorskie wydarzenia.

UM: Skoro opowiedziałeś już o Drzwiach Zwanych Koniem, to opowiedz coś o sobie.

BS: Nazywam się Bartek Sołtysik, zajmuję się w Drzwiach Zwanych Koniem marketingiem oraz organizacją wydarzeń. Tym też zajmuję się przy festiwalu Ars Independent. W tym roku odbywa się już piąta edycja festiwalu. Jest to festiwal filmu, animacji, muzyki i gier video. Generalnie: szeroko pojętej kultury audiowizualnej, który mocno stawia na twórczość ludzi młodych i debiutujących; twórczość, która mówi do nas własnym językiem i szuka własnych sposobów, aby nam opowiedzieć o rzeczywistości, która nas otacza. Stawiamy też na twórczość zazwyczaj pomijaną, traktowaną gdzieś z boku na innych wydarzeniach. Często są to bardzo niszowe projekty i inicjatywy, jak na przykład Przegląd Machinimy, czyli filmów animowanych opartych na silnikach gier wideo. W tym roku zawitają do nas też technologie VR czyli technologie wirtualnej rzeczywistości. Będziemy pokazywać różne osobliwości, które można zrealizować tą technologią. Ale przede wszystkim: film, wideo, animacja, konkursy międzynarodowe, gdzie prezentujemy pełnometrażowe filmy fabularne, krótkometrażowe animacje, i nowe gry wideo.

ars

UM: Promocją wydarzenia zajmujesz się od pięciu lat?

BS: Od początku jestem przy projekcie, ale dopiero od dwóch lat zajmuję się marketingową stroną projektu i kuratelą nad grami wideo.

UM: Czym się zajmowałeś na początku?

BS: Wszystkim i niczym. Początkowo wszyscy zajmowaliśmy się wszystkim i niczym. Pięć lat zajęło nam wypracowanie pewnej klarownej struktury podziału obowiązków. Nie mieliśmy wcześniej zbyt wiele doświadczenia. Organizowaliśmy małe, lokalne wydarzenia. Z roku na rok przeskoczyliśmy na organizację dużego festiwalu.

UM: Jak się zrodziła inicjatywa Ars Independent?

BS: Pięć lat temu, kiedy miasto zaczęło starać się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, zaczęła pojawiać się pewna zmiana w Katowicach, na pewno wpisała się w jakieś szersze trendy i fantastycznie się to wcieliło akurat w przypadku Katowic i pewnej młodej generacji ludzi – dzisiaj dwudziesto- i trzydziestoparolatków, którzy zaczęli zakładać własne biznesy, zaczynali wchodzić w struktury samorządowe, polityczne, organizacje pozarządowe, tworzyć kulturę, działania społeczne i polityczne. To zaczęło przynosić realną zmianę w mieście. W socjologii ta grupa nazywa się „nowymi mieszczanami”. I to też wpisuje się w trend przemiany miasta poprzez kulturę. To właśnie zaczęło się dziać w Katowicach i razem za znajomymi ze Stowarzyszenia Polskie Forum Edukacji Europejskiej, organizowaliśmy Festiwal Filmów Niezależnych kiloff – małą, lokalną imprezę poświęconą filmowi niezależnemu. Uderzyliśmy do Miasta Ogrodów z pomysłem: „Zróbmy coś większego niż kiloff, brakuje tutaj większego festiwalu poświęconego filmowi i kulturze audiowizualnej”. I tak udało nam się wspólnie z Miastem Ogrodów stworzyć ten projekt.

UM: Długo działasz w sferze organizacji?

BS: 5-6 lat odkąd mieszkam w Katowicach. Jestem też klasycznym przykładem „nowych mieszczan”, którzy się wprowadzili do wielkiego miasta ze wsi i zaczęli generować tą zmianę miasta.

UM: Skąd przyjechałeś do Katowic?

BS: Z małej wioski spod Lublińca. 700 mieszkańców, kaplica i jeden sklep.

UM: Co studiowałeś?

BS: Socjologię.

UM: Jak oceniasz zmiany miasta po tych pięciu latach?

BS: Jest diametralna różnica w porównaniu z tym, jakie Katowice zastałem, gdy przyjechałem parę lat temu.

UM: Jakie odniosłeś wrażenie przyjeżdżając tu po raz pierwszy?

BS: Wówczas oblicze tego miasta było jeszcze niedalekie od stereotypowego obrazu Katowic, jaki do tej pory funkcjonuje w Polsce, a więc miasta postindustrialnego, z hutami, kopalniami i problemami społecznymi. To wyobrażenie zderzyło się z zupełnie innymi Katowicami, które zaczęły się tutaj rodzić, wymyślać na nowo. Miałem przyjemność być świadkiem tej zmiany.

UM: Zosia Oslislo opowiadała  w Kato kilka miesięcy temu o zjawisku Nowych Ślązaków i o tworzeniu się naszej nowej tożsamości, wyrażanej choćby przez design. Wydaje mi się, że na pozytywny rozwój tej tożsamości bardzo mocno wpływa powstawanie właśnie takich miejsc, jak Drzwi.

BS: Ten termin pojawił się w magazynie KTW wydawanym przez Miasto Ogrodów, nie wiem czy po raz pierwszy, ale za pomocą KTW został rozpromowany. Zmiany są bardzo dobrze widoczne również w Łodzi, czy w Warszawie. Szczególnie wyróżniłbym Lublin i Łódź. W przypadku Łodzi również zderzamy się z postindustrialną przeszłością, tam akurat przemysłu włókienniczego. Wszędzie miasta wymyślają się na nowo, nie tylko w Polsce. Świetnie widać to np. w Czechach na przykładzie Ostravy, która jest z resztą miastem partnerskim Katowic. Tam też mamy przepiękne wydarzenia, chociażby Kolory Ostravy, które odbywają się od 2 czy 3 lat w postindustrialnej dzielnicy.

———

Z Bartkiem Sołtysikiem rozmawiałam oczywiście w Drzwiach Zwanych Koniem przy ulicy Warszawskiej 37 w Katowicach.
Festiwal Ars Independent, o którym była mowa, rozpoczyna się już dziś o 19.00 – uroczystą Galą Otwarcia, w Kinie Kosmos, a następnie Setami z Kasety – after-party o 22.00 w Drzwiach Zwanych Koniem.