Zapraszamy do lektury wywiadu z Sylwią Robak z wrocławskiej grupy Women in Technology. Sylwia dzieli się swoimi refleksjami na temat tego jak zorganizować własne wydarzenie oraz zdradza jak nauczyć dzieci programować.


Sylwia Robak – Współorganizatorka wrocławskich spotkań Women in Technology od października 2014r., ale ze spotkaniami Women in Technology we Wrocławiu związana jako uczestniczka od maja 2013r.. Programuje w Ruby on Rails. Wcześniej uczestniczka Rails Girls we Wrocławiu (marzec 2013r.), w październiku 2014r. uczyła inne kobiety programowania podczas Rails Girls Silesia w Gliwicach. Jej zainteresowania to język niemiecki i nowe technologie. Lubi poznawać nowych ludzi i dzielić się wiedzą. W wolnym czasie jeździ na konferencje i spotkania informatyczne (m.in. spotkania Women in Technology w innych miastach) oraz  w góry. Zwolenniczka nauki programowania dla dzieci. Z dumą przyznaje, że w początkach edukacji miała szczęście uczęszczać na dobrze prowadzone lekcje informatyki. Pierwszą stronę internetową stworzyła w wieku 12 lat (strona internetowa szkoły na potrzeby zajęć z informatyki). .


Ela Ustupska: Zacznijmy od kwestii, która nie daje mi spokoju. Jakiś czas temu w naszej wewnętrznej dyskusji organizatorek Women in Technology, wspomniałaś, że uprawiasz jakieś tajemnicze sporty ekstremalne. Nie chciałaś się przyznać o co chodzi, więc teraz Cię przycisnę. Jak to z tym jest?
Sylwia Robak: (śmiech) Ach, to. Nie nie, nie uprawiam żadnych tajemniczych sportów. Nieporozumienie wzięło się stąd, że działałam w stowarzyszeniu … Byłam wolontariuszką podczas Euro 2012 i tam zaprzyjaźniłam się z ludźmi, z którymi później to stowarzyszenie zakładałam. Zajmowałam się tam kwestiami technicznymi – administrowałam stroną internetową, zajmowałam się PR. Aktualnie w ogóle brakuje mi czasu na uprawianie sportu, ale gdy czas mam to chodzę po górach.

EU: Jak długo działasz w Women in Technology (WiT)?
SR: W społeczności wrocławskiego WiT uczestniczę od maja 2013 roku, czyli od początku działalności grupy we Wrocławiu. Wówczas zaczęłam regularnie chodzić na ich spotkania. Natomiast sama zostałam organizatorką w październiku 2014, czyli robię to około 1,5 roku.

EU: We wrocławskiej grupie organizatorek jest kilka. Czy macie jakiś podział zadań lub hierarchię organizacyjną?
SR: Nie, nie mamy takiej hierarchii, ale przyjęło się, że osoba z najdłuższym stażem ma najwięcej do powiedzenia.

EU: Czy trudno jest organizować takie spotkania? Czy trudno jest znaleźć prelegentów? Jak to oceniasz ze swojego punktu widzenia? Jest przecież wiele kwestii, którymi trzeba się zająć: trzeba znaleźć lokal, znaleźć prelegentów, zadbać o publiczność… Uważasz, że jest to coś bardzo skomplikowanego do zrobienia?
SR: W tej chwili nie jest to już trudne. Ale to dlatego, że WiT we Wrocławiu ma już wyrobioną renomę. Kiedy dołączyłam do grupy na spotkania przychodziło tylko około 30 osób, spotykaliśmy się w zamkniętym biurze, były bilety i z góry ograniczona liczba miejsc. A teraz na spotkania przychodzi ponad 50 osób, a prelegenci się sami do nas zgłaszają. Teraz już jest nam zdecydowanie łatwiej. Potrzebne są tylko chęci, trochę czasu i można ruszyć z każdym tematem.

sylwia-4

EU: A jak rozwiązałyście kwestie lokalowe?
SR: Teraz spotykamy się w punktach typu puby czy restauracje, które mają sale z rzutnikiem. Nie mamy już biletów, można wejść na takie spotkanie „z ulicy”, nie trzeba się wcześniej zapisywać.

EU: Kiedy mówię ludziom czym się zajmuję w WiT to reagują w stylu „och, jakie to musi być trudne, takie skomplikowane wielkie przedsięwzięcie”. Tymczasem osobiście uważam, że to wcale takie trudne nie jest, wręcz odwrotnie. Wcale nie trzeba dużo zachodu, aby taki event zorganizować. Nie trzeba wcale wycinać sobie z życiorysu 3 tygodni, aby poświęcić się tylko temu. Tak jak mówiłaś, wystarczą chęci i za pomocą nawet samego internetu i mediów społecznościowych można to spokojnie w kilka zaledwie dni zrobić. Przyznam nawet, że osobiście dokonanie takiego odkrycia było dla mnie zadziwiające. Czy masz podobne odczucia?
SR: Dokładnie. Też uważam, że nie jest to trudne. Wcale nie trzeba na to poświęcać kilku godzin dziennie. Dla mnie jest to czysta przyjemność.

EU: Jest taki stereotyp, że kobiety nie potrafią ze sobą współpracować. My w WiT rzeczywiście nie mamy żadnych facetów wśród organizatorów, same kobiety. Uważasz, że ten stereotyp jest prawdziwy? Jak Ci się współpracuje z innymi kobietami?
SR: My we Wrocławiu dzielimy się pracą. Mamy taki styl działania, że kiedy rozmawiamy z jakimś potencjalnym partnerem czy prelegentem to temat ten jest przydzielany tylko jednej z nas. Ta osoba bierze na siebie pełny kontakt i wszystkie ustalenia. Jak już wszystko dopnie na ostatni guzik to dopiero przekazuje reszcie co zostało postanowione. Wszystkie wiemy jakie cele ma nasza grupa, więc każda z nas może w tych ramach podejmować samodzielnie decyzje. Wypracowałyśmy sobie taki model w trakcie pracy. Inne sposoby się nie sprawdziły, bo za długo trwa podejmowanie decyzji całą grupą. Bardzo ważne jest to, że się znamy i mamy możliwość spotykania się osobiście, nie przez telefon, nie przez Skype’a. Mnie osobiście z innymi kobietami pracuje się bardzo dobrze. Choć pewnie ma znaczenie także i to, że w naszej grupie wszystkie dziewczyny są otwarte i dlatego nie ma tarć między nami.

EU: Co Tobie osobiście daje działanie w WiT?
SR: Przede wszystkim poznałam wiele ciekawych osób. Mogę także wejść na konferencje, gdzie normalnie miałabym mocno utrudniony dostęp. Jednak dzięki temu, że WiT jest partnerem takiej konferencji, wchodzę jako nasz przedstawiciel. To bardzo realna korzyść. Angażowanie się w takie grupy jak WiT może także wiązać się z ofertami pracy. Ja sama taką ofertę kiedyś dostałam, co było związane z moją działalnością akurat w Rails Girls. WiT to dla mnie hobby, możliwość uczenia się i dowiadywania nowych rzeczy. Niekoniecznie z samych wykładów czy warsztatów. Teraz sama treść nie jest już dla mnie najważniejsza, bo bardziej liczy się to co wyciągam z networkingu. Dowiaduję się o nowych narzędziach, aplikacjach, ciekawych konferencjach.

EU: Jakiś czas temu byłaś gościem audycji serwisu DobreProgramy. Rozmawialiście o roli kobiet w IT. Czytałaś później komentarze, które pojawiły się pod tym klipem?
SR: Nie czytałam. Sprawdziłam jedynie czy pojawiły się jakieś komentarze personalne pod moim adresem, ale na szczęście nie znalazłam niczego. Sama nie angażowałam się w tę dyskusję.

sylwia-2

EU: No komentarze były dość szowinistyczne.
SR: No ok, rzuciłam okiem na nie. Tak, rzeczywiście takie były.

EU: Czy Ty osobiście spotkałaś się kiedyś z takimi sytuacjami, że ktoś traktował Cie gorzej dlatego że jesteś kobietą w IT?
SR: Nic mocnego mnie nie spotkało, poza szowinistycznymi żartami ze strony niektórych kolegów na studiach na temat spotkań WiT. Nie poruszam już z nimi tego tematu po prostu.

EU: Pytam o to, bo czasem padają pod naszym adresem uwagi, że jesteśmy takim feministycznym ruchem. Ja sama początkowo nie miałam tego typu motywacji angażując się w WiT, ale po tym jak spotkałam się z zarzutami, że cytuję „tylko głupie dziewczyny wchodzą w coś takiego” lub „nigdy nie widziałem ładnej dziewczyny zajmującej się IT” to obudził się we mnie jakiś mechanizm obronny.
SR: Mnie osobiście takie sytuacje się nie przydarzają. Natomiast zwracam uwagę na sytuacje, w których autorytet kobiet w IT jest podważany jedynie ze względu na ich płeć. Pamiętam taką rozmowę z kolegą o tym, że kobiety w IT są traktowane po macoszemu. Upierał się, że nic takiego nie występuje. Spędziłam chwilę w internecie i podesłałam mu kilka linków z dyskusjami, które obrazowały ten problem. Po przejrzeniu komentarzy, które tam się pojawiły, kolega przyznał mi ostatecznie rację, stwierdzając, że on będąc mężczyzną po prostu tego nie doświadcza, więc nie zwracał na to uwagi do tej pory. Kiedy postawił się na moim miejscu, dojrzał problem.

EU: Czy coś się zmieniło w Twoich poglądach od czasu tamtej rozmowy dla DobreProgramy? Czy nadal uważasz, że w IT jest za mało kobiet?
SR: Na pewno jest ich coraz więcej. Być może zabrzmi dziwnie to co teraz powiem, ale zauważam duże parcie na to, aby młodzi ludzie wybierali zawody w IT. My same w WiT przekonujemy kobiety, że mogą się przebranżowić. Ale ja sądzę, że nie każdy może i nie każdy powinien być programistą. Jak wszyscy pójdą w tym kierunku, to nastąpi przesycenie rynku. Choć zapewne życie to zweryfikuje i sporo osób po drodze po prostu odpadnie.

EU: No, jest to w pewien sposób psucie rynku – im więcej jest osób wykonujących dany zawód tym stawki będą niższe.
SR: Dokładnie, jeśli rynek zmieni się z rynku pracownika na rynek firm, to może to się z tym wiązać. Dodatkowo większa liczba osób spowoduje wzrost wymagań i na pewno większą konkurencję na rynku.

EU: Powiedz mi Sylwia, tak szczerze, po co Ty to w ogóle robisz? Nie łatwiej posiedzieć przed telewizorem?
SR: Ja jestem osobą aktywną. Zawsze lubiłam działać i się udzielać. Nie usiedzę w domu po prostu.

EU: Działasz w Wit, organizujesz eventy, chodzisz na spotkania innych organizacji, bierzesz udział w konferencjach, piszesz artykuły na naszą stronę WiT, pracujesz, studiujesz. Jak ty to wszystko robisz? Musisz być jakąś supermenką od organizacji czasu!
SR: (śmiech) Może się wydawać, że tyle tych rzeczy robię, ale przecież to nie jest tak, że w jednym tygodniu robię wszystko. Przyznaję, że ciężko jest łączyć studia dzienne z pracą. Dlatego w tej akurat chwili nie pracuję. Kiedy to robiłam jednocześnie, czyli pracowałam i studiowałam, to mogłam zdecydowanie mniej czasu poświęcić innym tematom i wówczas mniej się udzielałam. Nie oglądam na pewno seriali, nie tracę czasu na tego typu pochłaniacze czasu.

EU: Czy działalność w WiT to Twoje hobby czy też masz jeszcze jakieś zainteresowania w ogóle nie związane z tą tematyką?
SR: Kiedy idziesz na studia to wybierasz to co chcesz robić. Ja tak zrobiłam. Kiedy na dobre rozpocznie się dla mnie etap kariery zawodowej, to moje hobby stanie się pracą. Życzę każdemu, aby tak było. Oprócz WiT, działam także w RoboCapie. To daje mi możliwość wyżycia się w zakresie mojej miłości do technologii, bo mam tam dostęp do takich technologicznych gadżetów.

IMG_0747

zdjęcie z archiwum RoboCap

EU: Na czym polega Twoja działalność w RoboCapie?
SR: RoboCap to warsztaty programowania i robotyki dla dzieci. Dowiedziałam się o ich istnieniu na jednym ze spotkań Karotek (znów daje o sobie znać potęga networkingu). Akurat szukali kobiet do swojego zespołu. To jest organizacja, która wyszła z firmy Capgemini. Zaczęli od organizowania warsztatów dla dzieci pracowników. Teraz ma to znacznie szerszy zasięg. Byliśmy już we wrocławskim szpitalu, w Domu Dziecka we Wrocławiu, a teraz zajęcia co miesiąc odbywają się w jednej z wrocławskich szkół. My to robimy pro publico bono i dla tych dzieciaków udział jest bezpłatny. Chcemy w ten sposób umożliwić dostęp do technologii dzieciom, które same nie mają takich możliwości. Na nasze zajęcia w szkole zapisana jest grupa piętnastu dzieciaków. Jest jest 4-5 trenerów. Dzięki temu możemy popracować z każdym dzieckiem, zobaczyć co zrobiło, pomóc, wyjaśnić. Wcześniej dzieci pracowały w scratchu, wtedy każde siedziało przy swoim komputerze. Teraz pracują już na robotach i programują w zespołach trzyosobowych. Jedna lekcja trwa 1,5 godziny i co miesiąc przerabiamy inne zagadnienie.

EU: Czy Wy przychodzicie z własnym sprzętem?
SR: Pracujemy w szkolnej pracowni komputerowej, ale to my przynosimy roboty. Przynosimy także swoje laptopy do pracy z tymi robotami, bo mieliśmy problem z zainstalowaniem odpowiedniego oprogramowania na szkolnych komputerach.

EU: Jak dzieciaki reagują na te zajęcia? Jak im się to podoba?
SR: Dzieci mają dużą przyjemność, a i nam sprawia to ogromną satysfakcję. Na razie nie piszą kodu w klasycznych, komercyjnych językach. Korzystają z takich specjalnych bloczków, na których są wypisane komendy. Te bloczki się przeciąga i ze sobą odpowiednio łączy. Dzieciaki nie potrafiły się doczekać zajęć z robotami. Teraz muszą na przykład zaprogramować robota, aby po naciśnięciu jednego przycisku na pilocie jechał do przodu, innego do tyłu, i tak dalej. Dla dzieciaków to ogromna frajda, że tak szybko widać rezultat tego co zrobiły wcześniej. Przygotowują cykl instrukcji, następnie stawiają robota na ziemi i mogą nim kierować zgodnie z tym co zaprogramowały.

EU: Czy w trakcie tych zajęć są także części teoretyczne? Jakieś wykłady?
SR: Tak, zawsze rozpoczynamy od wprowadzenia. To taka krótka część, gdzie wyjaśniamy co będziemy robić. Nasi uczniowie mają po 10-12 lat. Natomiast generalnie przedział wiekowy przyjęty w RoboCapie to 6-14 lat. Kiedy na zajęciach mamy dzieci z różnych grup wiekowych to wprowadzamy podział na bloki i osobno pracują dzieci 6-8 lat, 8-10, 10-12 i powyżej 12 lat. Mieliśmy kiedyś warsztaty, podczas których zajęcia trwały 6 godzin. Bez problemu odnalazły się na nich sześciolatki. Oczywiście wzięliśmy pod uwagę, że dzieci w tym wieku nie wysiedzą długo i rzeczywiście po jakiś 20-30 minutach już się rozpraszały. Trzeba było dać im chwilkę przerwy. Mogły biegać po sali, pobawić się chwilę i później wracały do pracy.

EU: Czy dzieci uczy się łatwiej niż dorosłych? Bo np. nie podważają autorytetu nauczyciela?
SR: Oj, tego bym nie powiedziała. Dzieci też dużo wiedzą i też zadają nam ciekawe pytania. Starsze dzieci już mają powoli wprowadzane zajęcia z pisania kodu. Nasze zajęcia to takie wprowadzenie do tematu. Chcemy także wprowadzić dzieciom aspekty logicznego myślenia.

EU: W jaki sposób wybraliście dzieci do tego programu?
SR: We wrześniu mieliśmy zajęcia pokazowe. Odbyły się 3 takie lekcje, podczas których prezentowaliśmy wybrane aspekty Scratcha, Lego Mindstorms. Dzieci dostawały laptopa i same mogły sprawdzić jak to działa. Następnie wypełniały ankiety. Na podstawie tych ankiet wybraliśmy dzieci do grupy, z którą teraz pracujemy. U nas nikt nie ma wykształcenia pedagogicznego. Dlatego podczas zajęć musi być z nami obecny nauczyciel, aby nas nadzorować. Generalnie program odbywa się pod patronatem miasta Wrocławia. Szkoła, w której odbywają się zajęcia, została wskazana przez miasto.

sylwia-1

EU: Jak się pracuje z dziećmi?
SR: Fajnie. Nie ma momentów frustrujących, ale przyznam, że praca z dziećmi bywa męcząca. Zwłaszcza z sześciolatkami. Mają tyle energii, że trudno nadążyć. Ciężko tę energie u nich wyczerpać. Są momenty, kiedy zajęcia jeszcze trwają, a dzieci już chcą zakończyć, już nie chcą dalej pracować i niejako same podejmują decyzję o zakończeniu zajęć.

EU: W jaki sposób poszerzasz swoją wiedzę?
SR: Oprócz studiów szkolę się dodatkowo na własną rękę. Biorę udział w różnego rodzaju warsztatach, robię kursy elearningowe, czytam książki. W tej chwili omawiam książkę „Magia Ruby”. To książka dla dzieci i ich rodziców. Czytam ją w związku z moją działalnością w RoboCapie, bo dzięki temu łatwiej mi później uczyć innych. W procesie uczenia ważne jest, aby podawać ludziom przykłady z życia wzięte. Kiedy ktoś jest już zaawansowanym programistą to często ma problem z wyjaśnieniem zagadnienia osobie, która jest całkiem zielona, bo używa zbyt trudnego słownictwa. Trzeba umieć używać normalnego języka.

EU: Jakie masz plany na przyszłość?
SR: Chciałabym być kiedyś ekspertem w swojej dziedzinie. Moim marzeniem jest zostać prelegentką na konferencjach ogólnopolskich, a później światowych. Kiedy patrzę na kobiety, które są moimi guru, to one są ode mnie jakieś 10 lat starsze. Myślę więc, że jeszcze wszystko przede mną i dam radę. Chcę także zorganizować warsztaty programistyczne w moim rodzinnym mieście, w Krotoszynie.