Monika Borawska była uczestniczką trzeciej edycji programu mentorskiego Tech Leaders. Poznajcie jak ona widzi ten program ;)

Jeszcze do niedawna nie miałam pojęcia czym w ogóle jest programowanie, tworzenie stron czy aplikacji. Przyznam szczerze, że jakoś mnie to specjalnie nie interesowało, bo z góry założyłam, że jest to tak trudne, że absolutnie nie będę w stanie tego zrozumieć. Informatycy i programiści byli w moich oczach bogami komputerów, którzy już w dzieciństwie tworzyli swoje pierwsze sprzęty komputerowe, a w szkole zamiast dyktand i wypracowań pisali długie linijki kodu. Uważałam też, że kodowanie jest zarezerwowane głównie dla chłopców, a dziewczyny są po prostu „za mało matematyczne” i nie ogarną tej tajemnej wiedzy. I tak tkwiłam w tych stereotypach i przekonaniach przez wiele lat.

Kiedy moja ówczesna praca nie dawała mi satysfakcji, nie pozwalała na rozwój i zaczęłam czuć potrzebę szukania czegoś nowego, znalazłam informacje o dziewczynach, które bez wykształcenia informatycznego zostały programistkami. Spędziłam kilka wieczorów oglądając filmiki, czytając blogi oraz artykuły kobiet, które postanowiły wyważyć drzwi branży IT i z impetem wejść do tego męskiego świata i pokazać, że babki też potrafią kodować!

Postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu organizowanym przez grupę „Programuj, dziewczyno!”, zaczęłam od HTML i CSS i strasznie mi się spodobało. Każdego dnia nie mogłam doczekać się, by wrócić z pracy i usiąść do komputera, by pisać kod. I tak mijały miesiące, a ja dotarłam do mementu, w którym nie potrafiłam pójść o krok dalej. Java Script był moim kolejnym celem, posiadałam  podstawy teoretyczne, ale praktyka przerastała mnie kompletnie. I wtedy trafiłam na ogłoszenie o programie mentoringowym Tech Leaders. Pierwsza myśl- „Fajne, ale i tak się nie dostanę, bo za mało umiem, tyle jest chętnych, a tak mało miejsc…”. Jednak ostatecznie postanowiłam aplikować, bo ostatecznie przecież nic nie tracę. Odpowiedziałam na pytania, nagrałam filmik, w którym tak po prostu opowiedziałam kilka słów o sobie, o tym co już umiem i czego chciałabym się nauczyć. Jako mentorkę wybrałam Magdę Jadach, której ścieżka kariery była bardzo podobna do mojej. Poza tym, na zdjęciu miała kolorowe włosy i świetną bluzę w wielkie muchy, a ja pomyślałam- „Z nią się na pewno dogadam!”. I potem było czekanie… Wreszcie przyszła wiadomość, że… się dostałam! Byłam w takiej euforii, że myślę, że moi sąsiedzi do dziś przeklinają ten dzień:).

Pierwsza rozmowa z moją mentorką pozwoliła nam się lepiej poznać, opowiedzieć o sobie oraz określić nasze oczekiwania i plany względem naszych spotkań. Postanowiłyśmy, że zrobimy wspólną aplikację w Java Script. I tak zaczęły się nasze cotygodniowe spotkania. Spotykałyśmy się na Skype, gdzie krok po kroku realizowaliśmy postawiony sobie cel. Bardzo mi się podobało to, że każdy krok rozbijałyśmy na drobne elementy, powtarzałyśmy teorię , a Magda w sposób bardzo dla mnie zrozumiały tłumaczyła rzeczy, które nie do końca rozumiałam. Bardzo doceniałam fakt, że mogłam swobodnie o wszystko zapytać i nie miałam poczucia strachu czy zawstydzenia, że czegoś nie wiem. Każde spotkanie dawało mi całą masę motywacji i bardzo rozjaśniało w głowie. Wszystkie, rozsypane dotąd w mojej głowie puzzle, powoli układały się w jedną całość. Duże znaczenie miał też dla mnie fakt, że moja mentorka potrafiła używać takiego języka oraz porównań, które były dla mnie bardzo zrozumiałe i w sposób łatwy tłumaczyła trudne rzeczy.

Po każdym naszym spotkaniu miałam też wyznaczone zadania, które musiałam wykonać sama, określone to, czego powinnam się nauczyć i jak przygotować się do kolejnej naszej rozmowy. Swoje pomysły i postępy w pracy mogłam właściwie w dowolnej chwili podsyłać Magdzie, a ona zawsze chętnie udzielała mi pomocy czy też podsyłała potrzebne materiały, by mnie naprowadzić na rozwiązanie oraz oceniała to, co zdołałam zrobić. Po tych kilku miesiącach nasza wspólna aplikacja zaczęła działać, kod zaczął dobrze wyglądać, a ja zdobyłam ogrom wiedzy i doświadczenia w pracy z drugą osobą.

Te kilka miesięcy trwania programu pozwoliły mi nie tylko stworzyć nową aplikację i nauczyć się wielu nowych rozwiązań, ale także podbudować swoją marną wówczas wiarę w moje programistyczne umiejętności i możliwości.  Teraz mogę śmiało stwierdzić, że dostanie się do programu Tech Leaders było jedną z najlepszych rzeczy, które mnie w ostatnim roku spotkały i myślę, że kontakt z moją genialną mentorką nie skończy się wraz z końcem projektu. Zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze długa droga przede mną i masa godzin spędzonych nad kodem, ale nie mogę się już doczekać…

Monika Borawska