Przeczytajcie jak wspomina program mentorski jedna z mentee, Urszula Grudzień!

Moja Przygoda

Moja przygoda z TechLeaders nie zaczęła się jesienią 2017 roku, ale rok wcześniej, gdy po raz drugi usłyszałam o tym programie. Mój mąż postanowił zostać mentorem w drugiej edycji, a ja chciałam być mentee. Ale pewna osoba mnie powstrzymała… Byłam nią ja.
Wiara w siebie – to jest cecha, której mi wtedy zabrakło. Jeśli sama nie byłam pewna, czy wejście do świata IT jest dla mnie, jak miałabym przekonać o tym mentora? Odczekałam rok, zaczęłam studia podyplomowe z podstaw programowania i coraz bardziej byłam pewna, że spróbowanie swoich sił w pracy w IT będzie możliwe, nawet dla kogoś takiego jak ja, z innej branży.

Mój czas w TechLeaders
Z niecierpliwością czekałam na ogłoszenie naboru na trzecią edycję, ponieważ już wiedziałam czego chcę, na jakiej ścieżce kariery najbardziej mi zależy. I udało mi się przekonać dziewczyny z WiT oraz mentora, że warto we mnie zainwestować. Mimo iż moja wiedza była ( jest ) JESZCZE ograniczona do podstaw i wielu aspektów kodowania nie rozumiałam i pewnie nadal nie rozumiem, świat IT nie jest już dla mnie obcy i powoli i z przyjemnością go odkrywam. Ale wiara w siebie i silna motywacja to nie wszystko. Okazało się, że TechLeadres to też ciężka
praca, na którą przyszłe mentee muszą się przygotować. Trzeba czasem posiedzieć do późna, czasem zrezygnować z ulubionego serialu, lampki wina albo odpoczynku po pracy. Ale warto.

Ja miałam w programie dwa etapy. Przez pierwsze dwa miesiące walczyłam ze sobą zastanawiając się, czy na pewno się do tego nadaję i czy nie jest to dla mnie za trudne. Bo było trudne. I słowo walczyłam jest tu jak najbardziej na miejscu. Walczyłam ze snem, walczyłam z projektem, walczyłam z internetem, przeszukując go w poszukiwaniu najlepszego rozwiązania. A mój mentor cierpliwie pomagał mi w tej walce. Następne dwa miesiące były już spokojniejsze, bo zyskałam coś czego nie miałam wcześniej. Wiedzę. Nie tylko techniczną, ale też właśnie poszukiwawczo -odkrywczą. Nauczyłam się czytać czyjś kod i przenosić pewne rozwiązania do swojego projektu. I kiedy wreszcie zrozumiałam, że używam podstaw nie myśląc o nich, ogarnął mnie i spokój i pewność – będę programistką!

Parę słów dla przyszłych mentee
Jeśli miałabym dać jakieś rady przyszłym mentee to byłoby by to:

  • uwierz w siebie, nikt nie zrobi tego za Ciebie;
  •  program to tylko drzwi, które można otworzyć, Ty sama musisz przez nie przejść i zmierzyć się z tym co zastaniesz po drugiej stronie;
  •  mentor ma cię uczyć, wspierać i prowadzić, ale całą brudną robotę musisz wykonać Ty;

Jeśli więc wierzysz w siebie i chcesz, ale tak naprawdę chcesz, coś zrobić ze swoim
dotychczasowym życiem, nie wahaj się. Jeśli nie spróbujesz, na pewno nic nie zyskasz. A jeśli chcesz mojej rady, jak mentora abyś to Ty była mentee 2018 to… weź głęboki oddech i spróbuj najpierw przekonać samą siebie. :) Tak, żebyś nie miała nawet najmniejszych wątpliwości. A jeśli w twojej głowie pojawi się myśl „ a może to nie dla mnie, może będzie za dużo pracy?” natychmiast ją przegoń. :) Powtarzaj zabieg aż do skutku. I jak na końcu tego procesu zostanie już tylko „mogę”, „chcę”, „dam radę”, wypełnij wniosek aplikacyjny.
Powodzenia!