Artykuły, 03.07.2016

Zainspiruj się #1: wywiad z „seryjnym” przedsiębiorcą Tomkiem Kolinko

appc-codes-founder copy Tomek Kolinko to wyjątkowy człowiek, o którego pozytywnej energii połączonej z błyskotliwym przedsiębiorczym umysłem można pisać godzinami. Mówi o sobie, że jest „seryjnym” przedsiębiorcą, specjalizującym się w promocji startupów w sieci – o jego projektach pisał Techcrunch, Fast Company, a także Hacker News. Obecnie zgłębia temat gig economy (UpWork, Mechanical Turk, etc) oraz Ethereum/Bitcoin/Smart Contracts. Zapraszamy do lektury wywiadu, który przeprowadziły Ewelina Wołoszyn i Anna Szwiec. Daj się zainspirować!


EW: Cześć Tomku! Dziękuję, że zechciałeś z nami porozmawiać. Czy możesz nam na początek powiedzieć nieco o Twoim podejściu do biznesu?

TK: Lubię działać w nowych technologiach. Każda nowa technologia otwiera kolejne drzwi, za którymi znajdują się niezwykłe możliwości i dzieją się ciekawe rzeczy. Szukam dziedzin, którymi interesuje się jeszcze niewiele osób, miejsc, gdzie mogę zrobić coś zupełnie nowego, coś zbudować.

EW: Jak wybierasz pomysły, nad którymi się skupiasz?

TK: Po pierwsze kieruję się koncepcją „unfair advantage”, czyli szukam czegoś, gdzie mam przewagę względem reszty świata. Zadaję sobie pytania – „Co ja uważam za prawdziwe wbrew zdaniu reszty świata? Gdzie widzę coś, czego reszta świata nie widzi?” Po drugie, szukam koncepcji, którymi nikt się nie interesuje, natomiast ja dostrzegam w nich potencjał. Patrzę przy tym na swoje kompetencje i zainteresowania. W tworzeniu własnych projektów fascynujące jest to, że człowiek uczy się rozumieć siebie i odkrywać swoje zainteresowania. Biorąc udział w Startup Weekendach zauważyłem, że tam stosują zupełnie inne podejście. Przedsiębiorcy zachwycając się pomysłem mówią „o, to jest pomysł”, ale używają przy tym głowy, a nie serca. Żaden nie ma odwagi spojrzeć prosto w oczy i zapytać siebie „Czy ja to czuję? Czy to jest dla mnie? Czy na pewno jestem się w stanie zaangażować się w ten projekt?”

AS: Czyli kierujesz się intuicją, przeczuciem i…

TK: I też trochę znajomością samego siebie. Ale nie należy zapominać o tym, że u podstaw każdego projektu są jednak liczby. Bardzo dużo początkujących osób o tym zapomina. Widuję osoby na Startup Weekendach, które mają pomysł na wyszukiwarkę dobrych imprez na mieście dla studentów. Tak są przejęci tym pomysłem, że nie chcą poświecić czasu, aby policzyć czy w pozytywnym scenariuszu to się w ogóle kalkuluje.

Rozważmy więc przez chwilę ten pomysł aplikacji dla studentów szukających fajnych imprez. Ilu ich jest w Polsce? Przyjmijmy, że ze dwa miliony. Jeśli dobrze nam pójdzie to dotrzemy do 10% z nich. Z tych 2 mln mamy więc 200 tysięcy osób, które będą z naszej aplikacji korzystać. Ilu z nich to będą aktywni, regularni, użytkownicy? Powiedzmy, że co czwarty będzie raz w tygodniu sprawdzać co ciekawego się dzieje. To dawałoby nam 200 tysięcy odwiedzin miesięcznie. Załóżmy także, że aplikacja miałaby zarabiać na wyświetlaniu reklam. Reklama to co prawda nie mój konik, ale powiedzmy, że zarabiamy 5zł za 1000 odsłon, a są to chyba nieco przesadzone założenia. Ostatecznie zatem mielibyśmy ok. 1000 zł przychodów miesięcznie. Może przy jakimś silnym nabijaniu odsłon udałoby się nam osiągnąć 10 tysięcy zł, ale to przecież nadal nie pokrywa kosztów operacyjnych.

Ten pomysł ma kilka minusów. Po pierwsze – w Polsce jest za mało studentów. Po drugie, same eventy wygenerują za mało odsłon w tygodniu. Nawet gdyby nie było konkurencji ze strony Facebooka i innych, to i tak koncepcja nie trzymałaby się kupy. A mimo to spotkałem już z dziesięć zespołów, które realizowały dokładnie ten pomysł i nawet, gdy w końcu sobie policzyły co i jak, to dalej brnęli w temat.

EW: A skąd czerpiesz inspiracje?

TK: Podróżuję dużo po świecie i spotykam wiele osób. Poznawanie nowych rzeczy i ludzi daje możliwość dogłębniejszego eksplorowania świata i eksperymentowania. Internet, najlepiej nie ten polskojęzyczny, to także źródło cennych informacji. Świetne rezultaty daje także rozmawianie z ludźmi na meetupach, np. Women in Technology czy Startup Weekendy. Spoglądam także na rzeczy, które mnie wkurzają i mówię „zróbmy to”.

Czasami kieruję także uwagę na nowe technologie, które się pojawiają w dziedzinach, z którymi nie mam bezpośredniej styczności. Moja nauka biologii skończyła się na szkole podstawowej. Pomyślałem jednak, że to interesująca dziedzina, ponieważ teraz dużo się dzieje wokół genetyki. Chciałem sprawdzić, czy mogę stworzyć software, który by pomógł w tej sferze i przy okazji trochę zarobić. Zacząłem więc czytać książki o mikrobiologii. Zaczynałem zupełnie od zera. Czytałem o wirusach czy o budowie komórki. Po udanym projekcie pojechałem do laboratorium technologicznego w USA, gdzie każdy może przyjść, zapłacić 100 dolarów miesięcznie i modyfikować bakterie poprzez wszczepianie im nowego kodu genetycznego. Codziennie chodziłem do laboratorium i rozmawiałem z ludźmi. Jeden chłopak hodował algi modyfikowane genetycznie. Inni ludzie tworzyli drukarkę 3d dla żywych organizmów i drukowali komórkami. Zaczynali od drukowania bakteriami.  Nosiły one różne kolory, żeby móc nadrukować coś żyjącego na płytce. Spędzanie czasu wśród takich ludzi i rozmowa z nimi były bardzo inspirujące.

AS: Jakiej rady udzieliłbyś osobom, które dopiero zaczynają? 

TK: Radziłbym poszukać grupy wsparcia. Ludzie pracujący w firmach mają takich ludzi wokół siebie. Dla nas, ludzi którzy mają startupy, wsparciem mogą służyć wszyscy, którzy uczestniczą w spotkaniach organizowanych przez grupy w stylu Women in technology czy podczas Startup Weekendów. To osoby z którymi możemy po prostu porozmawiać.

Warto także pamiętać, że jeśli potrzebuję pieniędzy to mogę poszukać inwestorów, mogę pożyczyć od rodziny, mogę uzbierać takie środki finansowe. Wiele razy miałem sytuacje, kiedy nie miałem żadnych pieniędzy. Gdy walczysz i nie masz pieniędzy to jest Ci bardzo trudno, bo nie możesz iść do lekarza, nie możesz iść do dentysty itd. Niektórzy stoją na stanowisku, że trzeba spaść na dno i wtedy walczyć, ale moim zdaniem jest to zbyt wyniszczające emocjonalnie. O zdrowie należy bezwzględnie dbać. Ja to zaniedbałem i do tej pory dochodzę do siebie po projektach, które tworzyłem.

EW: Gdybyś miał zaczynać dzisiaj od początku, zrobiłbyś coś inaczej?

TK: Gdybym zaczynał jeszcze raz, to kierowałbym się zasadą: nic na polski rynek, zaczynam od USA. Nie promuję w Polsce swoich projektów. Cała komunikacja jest kierowana od razu na rynek amerykański.

AS: Czy kiedy planujesz projekt, towarzyszy Ci jakaś wizja zmiany świata, szersze cele?

TK:  Musisz szukać równowagi we wszystkim co robisz. Wizję musisz mieć, bo bez niej twój projekt jest czymś w rodzaju fantastyki, szukaniem po omacku.

EW: Z którego projektu jesteś najbardziej dumny?

TK: Jestem dumny z aplikacji na iPhone do pisania listów miłosnych. Spędziłem 3 miesiące czytając i analizując listy miłosne znanych ludzi, m.in. Beethovena. Zazwyczaj do swojej dziewczyny czy chłopaka wysyła się krótkie SMSy w stylu „hej, co tam u Ciebie”, „Siemka [serduszko]”. Ja natomiast postanowiłem zainspirować ludzi, by napisali coś dłuższego. Przez 3 miesiące analizowałem strukturę listów sprzed dziesiątek, setek lat. Następnie stworzyłem aplikację, w której zawarta była lista wzorów do wykorzystania, np. przekład listu „wspomnienia z przeszłości”. Możesz także wybrać zdjęcie i opisać co jest ciekawego w tym zdjęciu, co czułeś robiąc je, itp. Szablon ma zachęcić do stworzenia czegoś kreatywnego. W efekcie powstaje wiadomość zawierająca około 5 zdań, utworzonych według wybranego schematu, dołączone zdjęcie oraz twój podpis, także stworzony według szablonu, np. na wzór podpisu Beethovena. Jestem dumny z tego projektu, ale okazał się zupełnie nietrafiony – zarobiłem na nim 300 zł. Okazało się, że ludzie nie wiedzą, że takie aplikacje są i trzeba by było dopiero zbudować cały rynek.

AS: A jakie było największe wyzwanie, z którym musiałeś się zmierzyć? Jak sobie z nim poradziłeś?

TK: Niestety były to problemy zdrowotne. Miałem depresję i był to strasznie ponury okres. Bardzo mało tworzyłem, siedziałem w domu i było strasznie smutno. To było duże wyzwanie. Gdy masz depresję, to nie widzisz sensu życia. Wszystko jest szare, nie masz siły do niczego. Nie chodzi o sam smutek, ale o brak nadziei, brak energii. Nie chce ci się ruszyć ręką i wstać. Poradziłem sobie dzięki pomocy psychoterapeuty. Przeszedłem przez rok terapii. Później pojechałem na Bali, gdzie miałem uczyć się jogi, medytacji i zdrowego odżywiania się. Teraz uczę się gotować po to, by lepiej poukładać życie.

Buduj z nami społeczność IT i bądź na bieżąco!

Raz na dwa tygodnie wyślemy Ci newsletter informujący o interesujących programach, naszych wydarzeniach, projektach i rekomendacjach. Łap dostęp do wiedzy nim będzie dostępna dla całej reszty świata :)

Zapisz mnie do newslettera